...mrum.
Bo tak, o ile dobrze pamiętam, wyrażało się u Pratchetta zakłopotanie i skruchę...
Kochani, wybaczcie moje milczenie! Nagle zrobiło mi się w życiu bardzo trudno. Przez kilka tygodni jakby mnie nie było. Ciężko, ciężko... Ale któż tego nie zna, prawda? Nie uczynię wielkiego odkrycia pisząc, że w życiu trzeba swoje odcierpieć.
No, byle ku lepszemu!
Jestem z powrotem! I mam dobre wieści: skład książki już jest gotowy, ale nie chcę Was mamić konkretną datą wydania, bo właśnie się nauczyłam, że nic nie jest pewne.
No i okładka! Macie pojęcie, jak trudno zdecydować się na jakąś propozycję? Strój na pierwszą randkę to przy tym pikuś!
A co u Was? Jak Wasze noworoczne postanowienia? Ja moje przegapiłam, to chyba pierwszy rok, w którym nie założyłam twardo, że od teraz będę mądrzejsza, lepsza i piękniejsza...
I że będę chodziła spać przed północą, na ten przykład.
Dobranoc! :*
E.
sobota, 14 stycznia 2012
środa, 30 listopada 2011
Seneka...
... niestety nie pisał bloga. Z przyczyn oczywistych.
Postanowiłam, że go trochę wyręczę. Uznawszy, z właściwą mi skromnością, że miał jednak więcej mądrych rzeczy do powiedzenia niż ja, będę Wam tu wrzucać co jakiś czas przemyślenia pana Lucjusza.
No to ruszamy!
"Całe życie jest niewolą. Należy więc pogodzić się z losem, jak najmniej ubolewać nad nim i chwytać każdą korzyść, jaka się z nim łączy. Żadne położenie nie jest aż tak straszne, by człowiek obdarzony równowagą ducha nie znalazł w nim jakiejś pociechy"
A to dla udręczonych codziennymi obowiązkami:
" Życie szybko pogrąży się w leniwym bezwładzie, jeśliby trzeba zaniechać wszystkiego, co sprawia przykrość..."
c.d.n. :)
Postanowiłam, że go trochę wyręczę. Uznawszy, z właściwą mi skromnością, że miał jednak więcej mądrych rzeczy do powiedzenia niż ja, będę Wam tu wrzucać co jakiś czas przemyślenia pana Lucjusza.
No to ruszamy!
"Całe życie jest niewolą. Należy więc pogodzić się z losem, jak najmniej ubolewać nad nim i chwytać każdą korzyść, jaka się z nim łączy. Żadne położenie nie jest aż tak straszne, by człowiek obdarzony równowagą ducha nie znalazł w nim jakiejś pociechy"
A to dla udręczonych codziennymi obowiązkami:
" Życie szybko pogrąży się w leniwym bezwładzie, jeśliby trzeba zaniechać wszystkiego, co sprawia przykrość..."
c.d.n. :)
środa, 23 listopada 2011
Prezenty
Odkąd pamiętam, w moim domu rodzinnym obowiązywał zwyczaj obdarowywania się na święta książkami. Jako dziecię otrzymywałam piękne wydania bajek i baśni (moje ulubione to te ilustrowane przez Szancera), potem powieści dla młodzieży itd. Rodzice też obdarowywali się nawzajem słowem pisanym i potem w długie wieczory tonęli w lekturze, czasem czytając to, co dostali, a nierzadko to co podarowali.
Teraz znów nadchodzi Boże Narodzenie, a ja po raz pierwszy czuję ważną różnicę: znów obsypiemy się książkami (mam wszystkie brakujące Mankelle dla taty, mogę to ogłosić, gdyż ów - tata, nie Mankell - konsekwentnie nie czytuje żadnych blogów, nawet mojego). Będzie fajnie! Znów mam też nadzieję, że i ja dostanę upragnione książki. Ale jest coś jeszcze: w tym roku, być może, ktoś gdzieś ofiaruje komuś pod choinkę moją powieść. I, jeśli mam szczęście, to obdarowana osoba naprawdę się ucieszy!
To ogromnie przyjemne uczucie! :)
Teraz znów nadchodzi Boże Narodzenie, a ja po raz pierwszy czuję ważną różnicę: znów obsypiemy się książkami (mam wszystkie brakujące Mankelle dla taty, mogę to ogłosić, gdyż ów - tata, nie Mankell - konsekwentnie nie czytuje żadnych blogów, nawet mojego). Będzie fajnie! Znów mam też nadzieję, że i ja dostanę upragnione książki. Ale jest coś jeszcze: w tym roku, być może, ktoś gdzieś ofiaruje komuś pod choinkę moją powieść. I, jeśli mam szczęście, to obdarowana osoba naprawdę się ucieszy!
To ogromnie przyjemne uczucie! :)
środa, 16 listopada 2011
INNI c.d.
... już za moment w księgarniach!
Dokładnych parametry owego "momentu" są jeszcze nieznane, ale moment to moment, prawda? Nie ma prawa trwać długo.
Zauważyłam ciekawą zależność: im bliżej wydania drugiej części, tym większy mój niepokój wzbudzają komplementy pod adresem pierwszego tomu. Lękam się mianowicie, czy drugi też przypadnie Wam do gustu. Gdyby pierwszy zbierał recenzje jako "znośny", mogłabym drugim nieźle zabłysnąć, ale tak? Tyle miłych słów, zachwytów i entuzjazmu! Jak tu uwierzyć, że uda się jeszcze raz?
Czyż nie jestem nastawiona filozoficznie? Listopad sprzyja filozofom, prawda? I może jeszcze producentom farelek. Oraz ciepłych gaci.
Serdecznie Was pozdrawiam!
E.
Dokładnych parametry owego "momentu" są jeszcze nieznane, ale moment to moment, prawda? Nie ma prawa trwać długo.
Zauważyłam ciekawą zależność: im bliżej wydania drugiej części, tym większy mój niepokój wzbudzają komplementy pod adresem pierwszego tomu. Lękam się mianowicie, czy drugi też przypadnie Wam do gustu. Gdyby pierwszy zbierał recenzje jako "znośny", mogłabym drugim nieźle zabłysnąć, ale tak? Tyle miłych słów, zachwytów i entuzjazmu! Jak tu uwierzyć, że uda się jeszcze raz?
Czyż nie jestem nastawiona filozoficznie? Listopad sprzyja filozofom, prawda? I może jeszcze producentom farelek. Oraz ciepłych gaci.
Serdecznie Was pozdrawiam!
E.
poniedziałek, 31 października 2011
Infekcje...
... i ich psychologiczne podłoże.
Moi drodzy!
Wychodzę właśnie powoli z paskudnego przeziębienia (kogóż to ominęło?) i bardzo mnie to cieszy. Wychodzenie, nie przeziębienie. Jako osoba refleksyjna chcę się z Wami podzielić swoją opinią na temat genezy choróbska. Wydedukowałam mianowicie, że to z przepracowania i stresu.
Skończyłam już drugą część mej książki.
Skończyłam.
SKOŃCZYŁAAAAAAAM!
Nie dopiszę już ani przecinka, bowiem nie mam tej możliwości. Poooo-szło!
Jestem zupełnie wyeksploatowana. Jest to uczucie nawet dość przyjemne, jednak znajoma lekarka powiedziała mi, że może być przyczyną kłopotów ze zdrowiem (wyeksploatowanie, nie lekarka). Czyż to nie romantyczne? Pisarka, która leży na łożu boleści, bo stworzyła właśnie dzieło, na które czekają jej wierni czytelnicy?
Czujecie ten klimat?
Mam nadzieję, że odegracie swoją rolę z zaangażowaniem podobnym mojemu. Tzn. musicie wpaść w absolutny zachwyt nad lekturą, bo tylko to wynagrodzi mi moje cierpienia :)
Dam znać, kiedy możecie ruszać do księgarń.
I dziękuję Wam serdecznie za wsparcie i cierpliwość!
(nie całuję, bom chora)
E.
Moi drodzy!
Wychodzę właśnie powoli z paskudnego przeziębienia (kogóż to ominęło?) i bardzo mnie to cieszy. Wychodzenie, nie przeziębienie. Jako osoba refleksyjna chcę się z Wami podzielić swoją opinią na temat genezy choróbska. Wydedukowałam mianowicie, że to z przepracowania i stresu.
Skończyłam już drugą część mej książki.
Skończyłam.
SKOŃCZYŁAAAAAAAM!
Nie dopiszę już ani przecinka, bowiem nie mam tej możliwości. Poooo-szło!
Jestem zupełnie wyeksploatowana. Jest to uczucie nawet dość przyjemne, jednak znajoma lekarka powiedziała mi, że może być przyczyną kłopotów ze zdrowiem (wyeksploatowanie, nie lekarka). Czyż to nie romantyczne? Pisarka, która leży na łożu boleści, bo stworzyła właśnie dzieło, na które czekają jej wierni czytelnicy?
Czujecie ten klimat?
Mam nadzieję, że odegracie swoją rolę z zaangażowaniem podobnym mojemu. Tzn. musicie wpaść w absolutny zachwyt nad lekturą, bo tylko to wynagrodzi mi moje cierpienia :)
Dam znać, kiedy możecie ruszać do księgarń.
I dziękuję Wam serdecznie za wsparcie i cierpliwość!
(nie całuję, bom chora)
E.
poniedziałek, 24 października 2011
Przepraszam!
Kochani moi Czytelnicy!
Przepraszam Was ogromnie za moje pozorne zniknięcie, nieodpisywanie i zerwanie korespondencji oraz ciszę trzytygodniową na blogu.
No cóż mam powiedzieć: jestem w ogniu, zamykam sprawę drugiego tomu "Innych", czyli wszystko idzie w dobrym kierunku, ale strasznie mi przykro, że niektórzy na próżno czekają na znak ode mnie, czasem nawet od stycznia... :(
Przepraszam i proszę o cierpliwość. Jak skoczę z książką, to będę Wam odpisywać i opisywać, nawet to, co zjem na lanczyk :) Ekscytujące, prawda?
Spodziewam się, że już niebawem ogłoszę tu triumfalnie, że książkę można kupić. No i wtedy zeżrą mnie nerwy (tak jakby teraz nie żarły), ale przynajmniej Wy, moi ulubieni i wspierający mnie Czytelnicy, będziecie mieli wreszcie to, co obiecałam.
Jeszcze trochę, jeszcze trochę...
Ja już ledwo zipię :)
Serdeczności!
E.
Przepraszam Was ogromnie za moje pozorne zniknięcie, nieodpisywanie i zerwanie korespondencji oraz ciszę trzytygodniową na blogu.
No cóż mam powiedzieć: jestem w ogniu, zamykam sprawę drugiego tomu "Innych", czyli wszystko idzie w dobrym kierunku, ale strasznie mi przykro, że niektórzy na próżno czekają na znak ode mnie, czasem nawet od stycznia... :(
Przepraszam i proszę o cierpliwość. Jak skoczę z książką, to będę Wam odpisywać i opisywać, nawet to, co zjem na lanczyk :) Ekscytujące, prawda?
Spodziewam się, że już niebawem ogłoszę tu triumfalnie, że książkę można kupić. No i wtedy zeżrą mnie nerwy (tak jakby teraz nie żarły), ale przynajmniej Wy, moi ulubieni i wspierający mnie Czytelnicy, będziecie mieli wreszcie to, co obiecałam.
Jeszcze trochę, jeszcze trochę...
Ja już ledwo zipię :)
Serdeczności!
E.
środa, 28 września 2011
Nie ma zmiłuj...
... czyli moja książka na swojej długiej drodze do Wydawnictwa.
Dlaczego nie ma zmiłuj? Ano dlatego, że w połowie października "Inni2" wyfruną spod mych opiekuńczych i twórczych skrzydeł. Jest to, mówiąc po polsku, absolutny dedlajn: książka wpadnie w tryby ustalonych terminów drukarskich, poligraficzno-edycyjnych, czy jakich tam, co to się na nich do końca nie znam i znać nie muszę.
Dość powiedzieć, że w świetle tego trwa obecnie absolutnie ostateczne poprawianie poprawek, czyli praca na linii autor - redaktor.
No i będzie koniec!
O matko, jaki koniec?! Toż to początek będzie! Nie będę mogła spać, zanim nie dowiem się, że i druga część Wam się podoba.
Ciężki okres przede mną. To jest jak czekanie na wyniki wyjątkowo ważnego egzaminu.
Więc chyba nie dziwota, że, póki mogę, poprawiam, poprawiam, poprawiam...
To tyle w ramach raportu z pola bitwy.
Pozdrawiam, pozdrawiam, pozdrawiam...
E.
Dlaczego nie ma zmiłuj? Ano dlatego, że w połowie października "Inni2" wyfruną spod mych opiekuńczych i twórczych skrzydeł. Jest to, mówiąc po polsku, absolutny dedlajn: książka wpadnie w tryby ustalonych terminów drukarskich, poligraficzno-edycyjnych, czy jakich tam, co to się na nich do końca nie znam i znać nie muszę.
Dość powiedzieć, że w świetle tego trwa obecnie absolutnie ostateczne poprawianie poprawek, czyli praca na linii autor - redaktor.
No i będzie koniec!
O matko, jaki koniec?! Toż to początek będzie! Nie będę mogła spać, zanim nie dowiem się, że i druga część Wam się podoba.
Ciężki okres przede mną. To jest jak czekanie na wyniki wyjątkowo ważnego egzaminu.
Więc chyba nie dziwota, że, póki mogę, poprawiam, poprawiam, poprawiam...
To tyle w ramach raportu z pola bitwy.
Pozdrawiam, pozdrawiam, pozdrawiam...
E.
Subskrybuj:
Posty (Atom)